Austerlitz – Winfried Georg Sebald

Kategorie: książki. Autor: libraia. 16 sty 2010.

Tagi: , , ,

Początek II wojny światowej. Pięcioletni Jacques Austerlitz trafia w transporcie dziecięcym do Wielkiej Brytanii. Tam adoptuje go rodzina walijskiego kaznodziei. W szkole chłopiec dowiaduje się, że jest Żydem i że opiekunowie zniszczyli wszelkie dokumenty poświadczające jego prawdziwe pochodzenie. Austerlitz w wieku dojrzałym rozpoczyna wędrówkę do czasów dzieciństwa. Czy będzie umiał wypełnić pustkę po utraconym życiu?
W.G. Sebald podąża śladem człowieka boleśnie poszukującego swego miejsca. Losy Austerlitza są dla autora pretekstem do rozważań nad okrucieństwem, znaczeniem przypadku i historią minionego wieku. Sebald wirtuozowsko tworzy swoją opowieść na granicy gatunków literackich, mieszając fikcję z faktami.

Austerlitz

Austerlitz

Sebald jest ulubieńcem czytelników. Zwiedziona ogromem pozytywnych opinii na temat jego Austerlitza nie wahałam się po niego sięgnąć. I okazało się to… wielką pomyłką, a książka wylądowała niechlubnie na liście książek niedoczytanych.
Próbowałam. Naprawdę próbowałam. Zabierałam się za niego kilka razy. Dwukrotnie zaczynałam zupełnie od początku, żeby wpleść się w narrację Sebalda, zacząć podążać jej nurtem. Nie dałam rady.

Austerlitz pozostał dla mnie niezrozumiały, nie wciągnął mnie. Ta skomplikowanie napisania historia o człowieku poszukującym swojej tożsamości, wbrew wszechobecnym opiniom, nie wzruszyła mnie, nie poruszyła, nie zachwyciła, nie rzuciła na kolana.
Czytanie jej, nawet przy maksymalnym skupieniu, jest trudne, nie wspominając o tym, jak bardzo męczy. Narracja, niewątpliwie płynna, prowadzona jest w taki sposób, że minimalna dekoncentracja sprawiała, że się w niej gubiłam i już nie wiedziałam, czy dalej czytam przeplatany dygresjami monolog Austerlitza,  czy może jego słuchacza i właściwego narratora. Wielokrotnie musiałam wracać akapit czy dwa wstecz, żeby odnaleźć zgubiony wątek.

Sam Austerlitz mnie drażnił. Tak nieszczęśliwego, zagubionego bohatera chyba wcześniej nie znałam. Zamknięty w sobie, nagle po latach postanawia opowiadać o swoim smutnym życiu przypadkowo poznanemu przed laty mężczyźnie, z którym zrządzeniem losu spotykał się tu i ówdzie. Dla mnie – choć to może drastyczny osąd, wynikający z braku zrozumienia tekstu, nie przeczę – to jednostka beznadziejna, skazana na samounicestwienie się. Austerlitz to sierota, dosłownie i w przenośni, która z niczym w swoim życiu nie potrafiła sobie poradzić, niczego nie udźwignęła do końca. Absolutnie go nie polubiłam, nie poruszyły mnie jego, niewątpliwie smutne losy.

Nie podołałam więc. Poddałam się na ostatnich pięćdziesięciu stronach, zirytowania wrażeniem, że właściwie nic nie zrozumiałam z poprzednich trzystu. Żałuję, bo westchnienia do Sebalda przekonały mnie, że będę miała do czynienia z książką, jaka uwielbiam, fascynującą, magiczna istotą literatury. Jak widać wyszło zupełnie inaczej. Naprawdę, szczerze żałuję.

3/6

Co nie zmienia faktu, że momenty, pojedyncze namalowane słowami obrazy, które z trudem przyswoiłam, doskonale zapadły mi w pamięć. To jednak za mało, żebym uznała to spotkanie za udane.
Po raz kolejny potwierdza się, że nie należy się zbytnio sugerować opiniami innych. Ja tego wybitnego niemieckiego pisarza, na przekór innym, nie przetrawiłam. Chociaż chęci miałam szczere.

Klucz do Otchłani – José Carlos Somoza

Kategorie: książki. Autor: libraia. 14 sty 2010.

Tagi: , , , , , ,

Daniel Kean, młody urzędnik kolei, wiedzie nudną egzystencję aż do chwili, gdy pewnego dnia podczas pracy odkrywa w pociągu pasażera z bombą. Zanim jest w stanie zareagować, nieznajomy proponuje mu ryzykowny układ… Począwszy od tego momentu, rodzina Daniela znajdzie się w niebezpieczeństwie, a jedynym sposobem, by ją ocalić, okaże się odnalezienie inspiratorów zamachu. Wspólnie z dziewczyną, która widzi tylko mrok, sceptycznym i dociekliwym bibliofilem oraz ich dziwacznymi, lecz potężnymi przyjaciółmi Daniel Kean przemierzy najdalsze zakątki ziemi, gdzie królują ciemności, pradawne legendy i zapomniani bogowie, by znaleźć w końcu klucz do otchłani i dowiedzieć się, kto naprawdę rządzi światem.

Klucz do Otchłani

Klucz do Otchłani

Odkrycie Somozy za sprawą Zygzaka to jedna z ciekawszych czytelniczych przygód, jakie mnie w ogóle spotkały, jak do tej pory ten Hiszpan mnie nie rozczarował i chociaż szperając w sieci natknęłam się również na bardzo niepochlebną recenzję Klucza do Otchłani, to zdecydowanie nie podzielam tej opinii. Na dobry początek roku – dobra książka.
Z ogromną radością sięgnęłam po najnowszą powieść mojego ulubieńca, bo miałam pewność, że czeka na mnie przygoda. Wiedziałam również, że to będzie świetne lekarstwo na moją czytelniczą stagnację z ostatnich tygodni, że mnie zaskoczy. Nie przewidziałam tylko, że na sam koniec okaże się, że trochę mnie oszukał, co jednak wybaczyłam mu szybko, poniekąd dlatego, że sama jestem sobie winna.

Somoza bierze na warsztat przeróżne dzieła człowieka: poezję, kino, naukę, ukazując tkwiące w nich niebezpieczeństwo, bawiąc się ludzką psychiką (z zawodu jest psychiatrą), docierając w najgłębsze czeluście naszej podświadomości i wyciągając z niej wszystkie nasze lęki.

Nie wiem, czy koncepcja Klucza do Otchłani spodoba się osobom wierzącym, ponieważ motywem, który przewodzi książce jest religia, choć nie nasza, bo akcja powieści toczy się w bliżej niesprecyzowanej, ale bardzo odległej przyszłości, z którą Somoza sromotnie się jednak rozprawia. Mnie w każdym razie rozwiązanie to satysfakcjonuje i doskonale potrafię odnieść je do naszej rzeczywistości – jest ponadczasowe.
Czy jednak Somoza okazał się odkrywczy? Niekoniecznie. Jego futurystyczna wizja człowieka dobrze wpasowała się w ogólne wyobrażenia o przyszłości, genetycznie przystosowywanej, kontrolowanej. Jednocześnie tamci ludzie, choć zewnętrznie zupełnie niepodobni do nas, ludzi z naszej strony okładki, w środku dalej pozostali  tacy jak my… Łatwi do manipulowania, przerażeni, głupi, zdolni do niezwykłych, jak i niezwykle okrutnych rzeczy w imię wiary, która koniec końców jak zwykle okazuje się tym samym – zmuszającą nas do posłuchu farsą… w której jak zawsze mieści się jednak  też coś nieprzewidywalnego, niewytłumaczalnego.
Klucz do Otchłani przekazuje trochę oczywistości, jak to, że by człowiek znalazł w sobie siłę musi czuć strach, a strach najlepiej wywołać w nas bóstwem, nad którym nie mamy kontroli, a wtedy jesteśmy zdolni niemal do wszystkiego; wiara czyni cuda. Wraz ze zniknięciem Boga, znika strach.

Świat skonstruowany przez Somozę nie jest do końca jego i to mnie rozczarowało o wiele mocniej niż brak odkrywczości w przekazie. Miał w tym swój cel, można pewnie powiedzieć, że oddał hołd Lovecraftowi, ja jednak, jako ignorantka z wyboru jak i z konieczności (nie da się poznać wszystkiego, można się starać, ale życia by nie starczyło…) dałam się nabrać. I dobrze, bo przez całą lekturę nieświadoma na czym ten świat stoi mogłam się nią cieszyć. Trochę to spoiler, ale znając skłonności innych do zaglądania na ostatnie strony przed rozpoczęciem lektury, stwierdzam, że duża część posłowie pozna tak czy siak wcześniej. Ten zabieg idealnie można wpasować w naszą rzeczywistość, to jego dobra strona.

To co mnie zastanawia głębiej po skończonej lekturze to zagadnienia dobra i zła. W kolejnych rozdziałach towarzyszymy głównie Danielowi i jego towarzyszom, których pozornie odbieramy jako tych dobrych. Cały czas jednak są w ich otoczeniu ci źli. Pozornie źli. Somoza rozgranicza ich w ten sposób właściwie wyłącznie poprzez środki, jakimi się posługują. Daniel, to zwykły, nie budzący większych sympatii czy antypatii konduktor, któremu przytrafia się coś niezwykłego (okropny schemat), zostaje skrzywdzony i to co determinuje jego dalsze zachowania było w miarę oczywiste. Tajemniczy Klucz interesował go najmniej. Jego postać, choć jest bohaterem pierwszoplanowym wydaje mi się mimo wszystko mało istotna. To co budzi we mnie niepokój to zamiary jego towarzyszy i tej drugiej, opozycyjnej grupy, która ewidentnie wyznaje zasadę po trupach do celu – dlatego jest zła. Ci pozornie dobrzy, swoim odkryciem zburzyli swoje dotychczasowe dziedzictwo w imię nauki – choć ciekawe jakby się to potoczyło, gdyby głęboko wierząca Anjali przeżyła; skrzywdzona przez wiarę Maya mogła zaakceptować to łatwiej. Ci pozornie źli, wiedząc z czym się wiąże odkrycie Klucza i śmierć Boga, chcieli swoją cywilizację przed tą rozterką uchronić, za wszelką cenę chcąc zniszczyć Klucz do Otchłani. Ich zło to ich fanatyzm, on jest zawsze groźny, jednak ich pobudki nie były do końca złe, tak samo jak pobudki naszych bohaterów nie były do końca dobre. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Co stanie się z ludzkością pozbawioną nagle źródła strachu?  Zasadnicze pytanie nurtujące nas od wieków: postęp czy religia? Czucie i wiara, czy mędrca szkiełko i oko?
Jedno jest pewne, świat z tej książki byłby zupełnie inny, gdyby przetrwało chrześcijaństwo czy islam. To nasze wierzenia kształtują to, w jaki sposób żyjemy, to im podporządkowuje się każde społeczeństwo, a jeśli te przez setki lat nie ewoluują, nie ewoluuje też nasza mentalność. To trochę smutne.

4/6

Podsumowując: świetna, jak zwykle w przypadku Somozy, intrygująca, pomysłowa książka, która pozwala oderwać się od rzeczywistości. Przygoda, napięcie, elementy grozy, spisek dziejów i interesująca, choć nieco wtórna wizja naszej przyszłości. Kilka godzin dobrej rozrywki. Warto!